
XV Wolsztyńskie Zaduszki Jazzowe odbyły się 14 listopada. Publiczność długo po zakończeniu koncertu niosła w sobie to charakterystyczne, przyjemne drżenie, jakie zostawia po sobie muzyka grana z pasją. Tegoroczna edycja była nie tylko spotkaniem z jazzową tradycją, ale też świętem wspólnego przeżywania dźwięków, emocji i historii.
Na scenie królowała Dixie Company, formacja, która od ponad trzech dekad udowadnia, że jazz tradycyjny wciąż potrafi być żywy, barwny i pełen wdzięku. Już od pierwszych taktów można było poczuć ich swobodę, sceniczne obycie i szczerość, z jaką dzielą się muzyką. Publiczność natychmiast dała się porwać – raz do rytmicznego podrygiwania, raz do nostalgicznego zasłuchania.
Występ był doskonałą mozaiką brzmień: ciepły, pewny puzon Macieja Łakomego, błyszcząca trąbka i kazoo Jakuba Marszałka, eleganckie, pełne lekkości frazy klarnetu Rafała Kubale. Sekcja rytmiczna – Mariusz Gajdziel na basie, Piotr Soroka na perkusji i washboardzie oraz Wojciech Warszawski na banjo, gitarze i wokalu – prowadziła całość z niesamowitą lekkością i humorem, dodając koncertowi energii i swoistego “jazzu z uśmiechem”.
Wielkim atutem wieczoru była obecność Patrycji Kubale, tym razem w roli wokalistki – bez skrzypiec, za to z pełnią swojej muzycznej wrażliwości i piękną, świadomą interpretacją. Jej pojawienie się na scenie dodało koncertowi świeżości, elegancji i ciepła. Publiczność przyjęła ją z ogromną życzliwością, wsłuchując się w każdy niuans jej głosu. Cały wieczór był niezwykle spójny i klimatyczny – idealny na jesienny, zaduszkowy czas. Wolsztyn po raz kolejny pokazał, że potrafi słuchać jazzu i celebruje go z wyjątkową otwartością.
Jeśli ta XV edycja miała jeden minus, to tylko taki, że… minęła zbyt szybko. Pozostaje czekać na kolejne, bo gdy jazz ma duszę – w Wolsztynie słychać ją szczególnie wyraźnie. ❤ ❤ ❤